czwartek, 24 stycznia 2013

#9


 [MAJA]

Siedząc w samolocie patrzyłam w otchłań za oknem . W oczach miałam łzy, a ręce nadal drżały . Jak to możliwe że nie umiem się pożegnać , wyjeżdżając nawet na tydzień ? Jak to możliwe że moje serce rozpadło się widząc ten smutek w oczach chłopaków ?  Scena pożegnania ciągle przewijała się w mojej głowie, żeby ciągle wywoływać u mnie płacz.

 - Przyszłam się pożegnać. Wyjeżdżam.
Tak jak chłopcy byli szczęśliwi , to teraz patrzyli na mnie jakbym zniszczyła coś cholernie ważnego . Pierwszy odezwał się Louis .
- Że chwila .... że jak ?! Przesłyszałem się ?! 
- Lou , spokojnie ... ja wyjeżdżam tylko na tydzień . Wiecie , rodzinne sprawy itp. Czas odwiedzić rodziców - blado się uśmiechnęłam. Chyba to nic nie dało. Piątka przyjaciół nadal patrzyła tak , jakby zobaczyła ducha. Chwilę potem podeszli do mnie i się przytulili. Wiedziałam że będzie mi tego brakować , ale udawałam że wszystko jest okej. Tak naprawdę , rozrywało mnie od środka.
- Ale wrócisz , prawda ? Obiecaj mi , że wrócisz , obiecaj - głos Zayna , przyprawił mnie o dreszcze . 
- Pewnie że tak , głupolu. Przecież nie mogę zostawić Alex na pastwę Was pięciu , hah - udawanie naprawdę wychodziło mi całkiem nieźle, może powinnam zastanowić się nad aktorstwem ? 
Jeszcze raz uściskałam chłopaków i tłumacząc się pośpiechem wyszłam z ich domu. Gdy drzwi się zamknęły , natychmiastowo zaczęłam płakać. Nie da się opisać tego , co poczułam. 

Wracając do rzeczywistości , po raz kolejny otarłam twarz , pogniecioną już chusteczką. Oparłam się , siedzenia w business klasie były naprawdę wygodne. Przymknęłam oczy , a na uszy założyłam słuchawki i włączyłam wolną muzykę. Potrzebowałam wyciszenia , spokoju . „Be Alright” całkowicie mnie rozluźniło , jak zawsze. Mimo że nie byłam fanką Justina , to podziwiałam go za to jak spełniał marzenia i dążył do celu. Nie wspominając o pięknej barwie jego głosu , oczywiście. Nawet nie zauważyłam kiedy odpłynęłam w baśniową krainę snów.
Obudziła mnie dziewczyna siedząca obok . Miała nie więcej niż 20 lat . Przecierając oczy , uśmiechnęłam się lekko i grzecznie podziękowałam. Samolot szykował się do lądowania. Gdy już było po wszystkim , zabrałam swoją torbę i jako pierwsza wyszłam na lotnisko. Miałam nadzieję , że tata pamiętał żeby mnie odebrać. Zabrałam walizkę i przeszłam przez odprawę. Właśnie ,gdy miałam telefonować do ojczyma zauważyłam jak do mnie macha. Uśmiechnęłam się pod nosem. Trzeba przyznać trochę się zmienił ... chyba. A może zbyt długo go nie widziałam ? Nieważne.
 - Maja , kochanie, jak ty pięknie wyglądasz - uśmiechnęłam się oddając tacie bagaż. Ojczulek nigdy nie szczędził miłych słów, przecież byłam jego najcudowniejszą księżniczką.
- Dzięki , tatku , ty też się całkiem nieźle trzymasz.
W mgnieniu oka znaleźliśmy się w samochodzie. Musiałam przyznać , że rodzice prowadzili się całkiem nieźle. Czarny mercedes zachwycał designerskimi dodatkami oraz nie szczędził na wygodzie. Podziwiając panoramę Miami , zachwycałam się nieustającym słońcem i rześkim powietrzem. W pewnej chwili straciłam rachubę czasu , ale myślę że do domu jechaliśmy około 15 minut. Mama stała już progu , podekscytowana jak nigdy i gdy tylko zauważyła że wysiadam podbiegła i mocno mnie do siebie przytuliła , dając słodkiego buziaka we włosy.
"Cudowna rodzinka" ta, jasne.
- Kochanie , nie widzimy się pół roku a ty zdążyłaś się tak zmienić ?! Słońce, niedługo cię nie poznam.
Zachichotałam wchodząc do przestronnej , jasnej kuchni. Poprosiłam o herbatę i usiadłam na jednym z miękkich krzeseł, pisząc jednocześnie sms-a do przyjaciółki i chłopaków. Obiecałam im przecież , że poinformuję ich od razu gdy przyjadę.
-Więc .... mamo , jak wam się tutaj żyje ? - spojrzałam  , przygryzając delikatnie wargę.
- Nie mogliśmy wybrać lepiej ! Londyn nas przytłaczał a tutaj wreszcie jesteśmy wolni .Tata dostał awans , a i ja nie mogę narzekać na warunki pracy . Szkoda tylko że ciebie z nami nie ma, ale dobrze ci się układa ?
-Cóż, Alex i ja dajemy sobie świetnie radę. Ostatnio poznałyśmy fajnych chłopaków z zespołu One Direction , może kojarzysz ? Są na prawdę przemili, świetnie spędza sie z nimi czas.
- Tak słyszałam o nich . Często w radiu czy telewizji są programy na ich temat. Wydają się całkiem sympatyczni ...
- Bo są, mamo . Gdzie jest mój pokój ? 
-Pierwsze drzwi na lewo , skarbie.
Chwyciłam walizkę i powoli wniosłam po schodzach. Otworzyłam wskazane drzwi i dosłownie mnie zamurowało. Pomieszczenie wyglądało tak samo jak mój pokój w Londynie. No może bez kilku osobistych drobiazgów, ale jednak. Wyjęłam z torby laptopa i szybko zalogowałam się na ukochanego twittera. Od kilku dni ilość moich followersów jak i interakcji szalała.
Co za szalony dzień. - wysłałam krótkiego tweeta i odpowiadałam na różne pytania słuchając ulubionej płyty "Believe". Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudził mnie buziak w czoło i informacja że czas na kolację. Poprawiłam włosy , założyłam buty i w podskokach zbiegłam na dół.  Nie wiedziałam co będę robić tutaj , sama , ale musiałam oderwać się od codzienności . Jedząc rozmawialiśmy , tak jak za dawnych czasów, dużo się śmiejąc i żartując. Brakowało mi tego , nawet bardzo. Kilka godzin nawijaliśmy o wszystkim i o niczym. Popijając kolejną już herbatę popatrzyłam na zegarek , który wskazywał kilka minut po północy. Ściskając rodziców wróciłam do siebie . Odświeżyłam się i zakopałam w pościeli. Chwilę potem spałam jak dziecko. Nie wiedziałam , że jutrzejszy dzień przyniesie tyle emocji. 


[ALEX]
Chłopcy przyjechali do mnie kilka godzin po wyjeździe Mai. Umówiliśmy się na nocny maraton filmowy z mieszanką horrorów i komedii. Przed ich przyjściem pojechałam na szybkie zakupy ( w końcu wszyscy wiedzą , że Horanek je dosyć dużo) , przygotowałam popcorn oraz napoje. Do salonu przyniosłam również wszystkie poduszki oraz kilka kocy , bo wszyscy wiedzą że noce w Londynie zazwyczaj są zimne. Czekając na przyjazd znajomych weszłam na twittera. i zobaczyłam że przyjaciółka zdążyła opublikować własny wpis. Kliknęłam Fav i sama nie zostawałam w tyle :
Będzie ciekawie. Maraton filmowy z przyjaciółmi. xx
Gdy tylko to wysłałam , usłyszałam dzwięk dzwonka. Zbiegłam by otworzyć, gdyż byłam przekonana że to chłopaki , ale w dzrzwiach stał listonosz z bukietem kwiatów. Nie wiedziałam o co chodzi więc pomyślałam , że to pomyłka , ale głos przemiłego dostawcy rozwiał wszelkie moje wątpliwości.
- Pani Alex Bloom ?
- Tak , to ja - przygryzłam wargę zupełnie zdezorientowana.
- Przesyłka do pani , w środku znajduje się liścik. - szybkim ruchem ręki wręczył mi bukiet- miłego dnia.
Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć listonosz odjechał już swoim rowerem pełnym przesyłek. Otworzyłam karteczkę : 
Pewnie zastanawiasz się od
kogo te kwiaty, jednak
narazie to tajemnica. Masz
piękne oczy. Uwielbiam 
je. xx
Uśmiechnęłam się , jednocześnie nieco obawiając. Kto to mógł być ? Byłam pozbawiona wszelkich pomysłów. Znajdując kolorowy wazon wypełniłam go do połowy wodą i delikatnie wsadziłam tam krwisto-czerwone róże. 
*ding dong*
Kolejny dzwonek. Tym razem byli to już na szczęście moi goście. Szybko się z nimi przywitałam i przynosząc popcorn włączyłam pierwszy film. 
________________________________________________________

Kochani , 
tak oto doszliśmy do końca 9 rozdziału !
Kończyłam go pisać wczoraj około północy , gdyż
dziwnym trafem naszła mnie wtedy wena . Hah , te 
niespodziewane momenty. Poza tym
rozdział trochę dłuższy niż zwykle , co myślicie ?
Mam nadzieję , że nie przesadziłam ani
nie zanudziłam. Piszcie co myślicie.

Poza tym muszę was zaprosić na 
gdzie niedługo znajdzie się 3 rozdział nad którym jeszcze pracujemy.
No to komentujcie i do zobaczenia 
xx

1 komentarz: